Obcy wrócili…  nie po to, żeby nas podbić, zbawić, czy nawet z nami rozmawiać. Wrócili jak audytorzy: policzyli, porównali… i zobaczyli to, czego my nie chcemy widzieć i wiedzieć: Obcy widzą, że pędzimy z dumą, z flagami, z hymnami… i z uśmiechem mieszkańca planety Ziemia, który naciska pedał „dalej”… choć dobiega go krzyk ostrzeżenia!

Kiedy patrzymy w nocne niebo, widzimy gwiazdy tak, jak wyglądały lata temu. Proxima Centauri świeci do nas światłem, które opuściło ją, gdy na Ziemi trwał jeszcze rok 2022. 61 Cygni wysyła nam sygnał sprzed ponad dekady. A przecież to najbliżsi sąsiedzi — pierwsze punkty na mapie, którą moglibyśmy nazwać „naszą okolicą”.

Najbliższa nasza okolica jest bezlitośnie pusta.

Między nami a najbliższą gwiazdą Proximą widoczną z południowej półkuli, jest 40 bilionów kilometrów pustki. Między nami a kolejną gwiazdą widoczną z północnej półkuli — jest ponad 100 bilionów. To dystanse, których nie da się pokonać szybciej, niż pozwala na to fizyka. Nawet gdyby istniała cywilizacja, która wyruszyła ku nam z prędkością naszych najlepszych rakiet chemicznych, ich podróż trwałaby dziesiątki tysięcy lat. Dłużej niż cała historia Homo sapiens.

Jeśli więc liczymy, że ktoś nas ocali, że ktoś przyleci z odpowiedzią, z technologią, z mądrością — to musimy zrozumieć jedno: nikt nie zdąży, ani dostarczyć „Prezentu” ani nas podbić!

Wszechświat nie jest wrogi. On jest po prostu obojętny z powodu odległości nie do pokonania.

A my, na tej małej niebieskiej kropce, wciąż mamy wybór. Możemy stać się Cywilizacją — taką przez duże „C”, która rozumie swoją kruchość i swoje miejsce w kosmosie. Albo możemy pozwolić, by nasze światło zgasło szybciej, niż dotrze do najbliższej gwiazdy. W tej skali nie jesteśmy nawet pyłem. Jesteśmy chwilą — błyskiem, który może zniknąć, zanim ktokolwiek zdąży go zauważyć.

I właśnie dlatego musimy przestać liczyć na ratunek z gwiazd. nawet na KONTAKT! Musimy nauczyć się żyć i ratować sami siebie.

Bo jeśli nie my, to nikt.
A jeśli nie teraz, to już nigdy.

Obcy widzą, że na małej niebieskiej kropce — Ziemi, nie może być autorytetu, który sam nie byłby „oskarżonym”. Drogowskazami dla Ziemi nie są: politycy, rady pokoju czy ONZ. Nie są umysły nauki, czy religie. W końcu wszyscy są jakoś uwikłani w układy w tej czy innej grupie z podzielonej ludzkości! Wśród liderów i grup, nie usłyszy się otwarcie opowiadania się za opcją dążenia do zagłady.

Na skłóconej Ziemi, nikt nie będzie sumieniem planety, nikt nie będzie autorytetem. Nie ma przedstawiciela Ziemi, który miałby mandat władzy i możliwości zmiany kursu z drogi ku samozagładzie istot z planety Ziemia na kurs ku Cywilizacji Wszechświata, która nie zagrażałaby innym. Istoty z Ziemi nie raz już wykazały, że są zagrożeniem dla samych siebie. Tym bardzie nikt nas nie pokocha… nie jesteśmy Cywilizacją jesteśmy istotami z potencjałem zagrożenia Innym.

Ziemia i Ziemianie mają naturalny „kaftan bezpieczeństwa”. Są nim odległości do najbliższych możliwych sąsiadów. To lata świetlne, które dla Istot z chemicznymi technologiami napędów wykluczają podróże przekraczające ich czas istnienia. Nikt nie usłyszy Ziemniaków z planety Ziemia, gdy przyjdzie Dzień Zagłady zgotowany nam przez nas samych. Ziemniaki dzisiaj nie czują, że brniemy wszyscy wspólnie w ślepy zaułek, trwając w zaślepionej, ciągłej i bezsensownej wzajemnej wrogości zgotowane samym sobie.